Warto, więc dlaczego nie?

Generalnie wszystkim jest wiadomo, że banki dość niechętnie udzielają kredytów gotówkowych, tym bardziej kredyty dla bezrobotnych nie wchodzą w rachubę. Banki nie chcą ryzykować tak zwanych złych kredytów, czyli spłacanych ze znacznym opóźnieniem bądź nie spłacanych w ogóle. Sprawił to jak wiadomo kryzys, który pozbawił pracy wiele tysięcy pracowników, którzy później stali się niewypłacalni. Znacznie trudniej jest też o wiele innych kredytów, ale jak się okazuje banki dość chętnie udzielają kredytów emerytom. Sytuacja o tyle dziwna, że najczęściej są to osoby znacznie zaawansowane wiekowo i niekoniecznie już zdrowe. Jako ciekawostkę można podać za tygodnikiem angora, że najstarszym kredytobiorcą zarejestrowanym w krajowym rejestrze długów jest pewien 93 latek, na którym ciąży kredyt w wysokości 5,3 tys. zł. Ale są też rekordziści, którzy w wieku 72 lat posiadają kredyty na łączną kwotę ponad 100 tysięcy złotych. Emeryci i renciści są wdzięcznymi klientami banków, ponieważ bank, komornik czy windykator zawsze może wystawić wniosek do zus o zajęcie emerytury. A potem komornik bierze wszystko co jest powyżej 353 złotych /połowa najniższej emerytury/, czyli tyle zgodnie z prawem komornik musi zostawić zalegającemu ze spłatą kredytów emerytowi. Z czego maja żyć? Emeryci i renciści najczęściej wpadają w pętlę kredytową, ponieważ są nieświadomi tego co robią i jak dzieci dają się manipulować przez banki, dlatego kredyty dla bezrobotnych są tak łatwo dla nich dostępne i tak łatwo starsi ludzie dają się na niego nabierać.
z bankami różnie jest i wiele niedobrego można jeszcze o nich powiedzieć i napisać. Ostatnie oceny banków też nie wypadły dla nich najlepiej, bowiem blisko 2/3 banków nie spełnia wymogów dyrektywy MiFID /dyrektywa w sprawie instrumentów finansowych/, to znaczy banki niedostatecznie informują swoich klientów o ryzyku związanym z inwestowaniem w sprzedawane przez nie instrumenty finansowe. Czy zatem można się dziwić, że zaufanie klientów do banków tak szybko spada. Skoro na przykład bank podaje oprocentowanie kredytu w wysokości 18 procent, a jego rzeczywisty koszt wynosi 70 procent to coś tu chyba jest nie tak. Skoro bank /pko bp/ podaje w reklamie niepełną informację lub co gorzej wprowadza klientów w błąd i ponosi za to karę, to staje się niewiarygodny. Wreszcie skoro UOKiK wlepia kary bankom za niesolidny marketing związany z kartami kredytowymi to zaczyna przy tych bankach nieładnie pachnieć. Jeżeli więc banki nadal będą kombinować przy swoich ofertach to żadne rankingi, żadne porównanie kredytów nie pomoże