Gryzą jak…

Banki powoli otwierają się na klienta i widać to gołym okiem. Nawet w sytuacji kiedy na rynkach finansowych chaos jest coraz bardziej widoczny, kiedy sytuacja euro i złotego, delikatnie mówiąc, nie jest najlepsza, kiedy w kolejnych państwa zjednoczonej europy coraz bardziej widoczny jest finansowy kryzys, banki polskie nie reagują na szczęście zbyt nerwowo. Nie wstrzymują nagle kredytowania, a wprost przeciwnie promocje na rynku kredytów hipotecznych trwają. Trudno przewidzieć jak jeszcze długo potrwa ta sytuacja, póki co jednak objawów paniki na szczęście nie widać.
– Rzeczywiście o panice jak na razie nie ma mowy i bardzo dobrze, że banki nie reagują zbyt nerwowo, jak nie reaguje też w ten sposób giełda oraz rynek funduszy inwestycyjnych. Ale to inna bajka. Niepokoi natomiast inna sprawa, które najogólniej rzecz biorąc nazywa się – konsolidacja. Kredyty konsolidacyjne od lat cieszą się dużym zainteresowaniem klientów banków, ponieważ z założenia konsolidacja ma za zadanie niesienie pomocy w regulowaniu kredytowych problemów klienta. Czyli, że jeżeli na przykład kredytobiorca ma kilka kredytów i zaczyna się powoli gubić w ich spłacie, jeżeli koszty ich spłaty z różnych przyczyn stale rosną, może wziąć kredyt konsolidacyjny którym spłaci wszystkie kredyty, a do spłaty pozostanie mu tylko jeden. Mało tego po przeliczeniu okazuje się, że jednak rata konsolidacyjnego kredytu jest mniejsza od tych rat, które wcześniej kredytobiorca spłacał. Tak w swoich założeniach ma wyglądać konsolidacja kredytów. A jak wygląda – pyta jeden z kredytobiorców?
– A wygląda zupełnie inaczej – twierdzi syn kredytobiorczyni ge money banku. Moja matka wdowa z dochodem miesięcznym 1200 zł. miała w tym banku kredyt w wysokości 39 000 tys. zł /?!!!/. W pewnym momencie bank zaproponował mojej matce „super ofertę”. W związku z tym, że jest pani naszą stałą i dobrą klientką /jak ma nie być skoro bank ma stałę zlecenie z konta matki na które spływa emerytura/ proponujemy pani dodatkowe 3000 złotych gotówką i robimy kredyt konsolidacyjny. Na nieszczęście matka się zgodziła. I co zrobił bank? A no wypłacił matce obiecane 3000 złotych gotówką, ale doliczył sobie także ubezpieczenie kredytu, marżę i prowizję i bach z 39000 tysięcy złotych zrobiło się nagle 48000 złotych kredytu. Czyli na czysto bank zarobił na mojej matce emerytce i na dodatek wdowie 6000 złotych. Pytam jak to możliwe, aby udzielony został tak wysoki kredyt wdowie emerytce, której miesięczny dochód nie przekracza 1200 złotych? Jak to możliwe, aby osoba mająca dochód w wysokości 1200 złotych może mieć taki kredyt, którego rata stanowi 80 procent jej dochodów?!!! To tak się teraz nazywa konsolidacja?